Wpisy z tagiem ciekawy film

Czarownica 2 – powrót do świata magii.

Cudownie jest się zanurzyć w świecie pełnym magii, gdzie niemożliwe staje się możliwe, a każdy zakątek kryje w sobie niesamowite historie. Bardzo podobał nam się film „Czarownica” wytwórni Disney’a i wcale się nie dziwię, że moja córka zażyczyła sobie, w ramach prezentu urodzinowego, wyjazd do kina na film „Czarownica 2”. Z pewnością wspaniale jest odkrywać piękne baśnie i przeżywać je wspólnie z najbliższymi.

Czarownica

Wydaje się, że nic już nie można dodać po ostatniej nowej wersji „Śpiącej królewny”. Wbrew pozorom to Czarownica odgrywa główną rolę, a zło nie jedno nosi imię. Okazuje się, że prawdziwa miłość może rozkruszyć nawet serce Diaboliny. Finał pierwszej części był jakże wymowny – matczyna miłość zburzy wszystkie przeciwności. Pod twardą skorupą niedostępności i zgorzknienia kryje się delikatna kobieta, która po prostu nie chce stracić swego dziecka.

Diabolina dokonała połączenia dwóch odmiennych światów: realnego i magicznego, ofiarowując koronę istocie ludzkiej – Aurorze. Jednakże nie tylko ona najbardziej na świecie kocha księżniczkę.

Uczucia Czarownicy zostały wystawione na próbę. Trudne wybory między dobrem a złem spowodują nieodwracalne skutki. Jej druga natura da o sobie znać, a poczucie zemsty powiększy tylko jej moc. Jednakże jak to w bajkach bywa…

Drastyczne wydarzenia powodowały zdziwienie, rozczarowanie, a nawet wzruszenie nie tylko na twarzy młodej.  Cudownie przedstawiony świat magii, który zaskakiwał feerią barw i niesamowitych stworzeń. Jak zwykle groteskowe dialogi trzech wróżek oraz Czarownicy z Krukiem potrafiły rozbawić.

Choć zawiązanie akcji wydawało się przydługie, to zakończenie na zawsze wbiło się w naszą pamięć.

Dziś Światowy Dzień postaci z Bajek, urodziny Walta Disney’a. A Ty, którą postacią chciałabyś być?

I obiecujemy, że nie będziemy już zbierać grzybów 🙂

 

 

lena

Wieczór z serialem. „Lemony Snicket. Seria niefortunnych zdarzeń”

Jak niewiele trzeba, by zobaczyć uśmiech. Nawet, jeśli każdy krok powoduje kolejną wpadkę, kolejną tragedię. Ile trzeba sił, by się nie poddać, ale dalej walczyć? Czy dwoje nastolatków i niemowlę są w stanie tego dokonać?
Niedawno skończyliśmy oglądać serial „Lemony Snicket. Seria niefortunnych zdarzeń.” Składa się on z trzech sezonów. Został wyreżyserowany na podstawie 13-tomowej powieści Lemony’ego Snicketa (prawdziwe nazwisko autora Daniel Handler) „Seria niefortunnych zdarzeń”.
Troje utalentowanych dzieci wychowywanych w kochającej się rodzinie, nagle traci rodziców w pożarze. Od tego momentu rozpoczyna się seria niefortunnych zdarzeń, które wydają się nie mieć końca. Z odcinka na odcinek odkrywane są coraz mroczniejsze sekrety. Hrabia Olaf, daleki krewny, który chce zawładnąć fortuną dzieci, czai się na każdym kroku i stosuje coraz bardziej brutalne metody przechwycenia majątku.
Dodatkowo Lemony Snicket – narrator powieści, nadaje serialowi mroczny, a momentami nawet depresyjny charakter. Przedstawia życie trójki bohaterów jako ciągłe pasmo nieszczęść i cierpień. W końcu zdesperowany widz czeka tylko i wyłącznie na szczęśliwe zakończenie, które wcale nie nadchodzi. Zwłaszcza 2 sezon wydaje się być makabryczny i dołujący. 
Mimo tych nieszczęść trójka rodzeństwa cały czas ma siebie i potrafi wykrzesać iskierkę radości. Co więcej, nigdy się nie poddaje, zawsze podnosi się z każdej wpadki, wydarzenia, walki. W ostatnim sezonie widoczne jest ich zmęczenie drastyczną serią wydarzeń. Mają dość Olafa, jego podstępnych knowań, tajemnic związanych z rodzicami i dziwnej agencji, do której rzekomo należeli, tym, że nikt ich nie słucha. Każdy napotkany dorosły jest ślepy na ich krzywdę, zawsze wierzy Olafowi. Sylwetki opiekunów, do których trafiają Baudelaire’owie są mocno przerysowane. Są oni ślepi na krzywdę, bywają zakłamani i interpretują świat tylko na swój własny sposób. Naiwność dorosłych czasami aż denerwuje. 
Spryt Wioletki, mądrość Klausa, odwaga i mocne zęby Słoneczka (najmłodszej z trójki rodzeństwa) doprowadza do zakończenia niefortunnej serii, mimo że nie można powiedzieć o szczęśliwym zakończeniu typowym dla dziecięcych bajek. Gdyż to nie jest już bajka ani magiczna opowieść, choć fantastyka miesza się z kryminałem i odrealnioną rzeczywistością. 
„Seria niefortunnych wydarzeń” dostarcza zarówno młodemu jak i dorosłemu widzowi dużą dawkę czarnego humoru. W sposób absurdalny przedstawia świat dorosłych. Poza tym na uwagę zasługuje ciekawa gra słów oraz wprowadzanie nowego słownictwa, które za każdym razem jest wyjaśniane (wbrew pozorom zazwyczaj dorosłym).
Co jeszcze? Nie ma dobrego lub złego bohatera. Nawet dzieci nie zawsze postępują zgodnie z „kompasem moralnym”i czasami łamią przyjęte zasady. Również podłego hrabiego Olafa w obliczu śmierci stać na odrobinę dobroci, choć wcale go to nie usprawiedliwia.
Mam 13-letniego syna. Cała seria bardzo mu się podobała. Serial go wciągnął, zainteresował, do tego stopnia, że cały czas o nim opowiadał i czekał na kolejny odcinek. Wzbudził w nim wiele emocji. Podobnie i u mnie. Choć początkowo bardzo mnie denerwowało relacjonowanie spraw przez Snicketa i jego ponury, wręcz depresyjny nastrój oraz coraz gorsze położenie Baudelaire’ów. 

lena

Wiek Adeline, czy długowieczność to dar?

Chłodne wieczory sprzyjają oglądaniu filmów. Wczoraj właśnie był jeden z nich. Pewnie większość z Was już widziała „Wiek Adeline”, ale lubię zapisać kilka słów o obejrzanym filmie, który mnie wzruszył. Tak, chyba to odpowiednie określenie.

Młoda, piękna dziewczyna, która skrywa w sobie tajemnicę i przez nią skazana jest na ciągłą ucieczkę. Gdyby nie wypadek, który zdarzył się pewnej nocy, już dawno przestałaby istnieć. Wypadek zniszczył jej z jednej strony życie, ale i ją uratował. Ów cud przywrócił ją do żywych i ofiarował jej coś jeszcze – długowieczność. 
Kiedy zainteresowanie jej ciągle młodą cerą wzrasta, musi uciekać i zmieniać tożsamość. Córka staje się jej koleżanką, matką-ciotką, w końcu babcią. Ona jest coraz starsza, a Adeline wciąż młoda. 
Jej niezmieniający się wiek, jest jedynym powodem, dla którego nie chce się zakochać. Powierzyć komuś swoje serce, komuś, kto umrze przed nią. Jednakże ciągłe życie w samotności nie pozwoliło jej sercu długo milczeć. Gdy tylko kochanek miał się oświadczać, Adeline znikała. I choć nie robiła tego specjalnie, raniła duszę zakochanego po uszy w niej mężczyzny. Ona też cierpiała.
I kiedy znowu jej serce drgnęło, i kolejny raz przestała słuchać rozumu, okazało się, że kocha syna narzeczonego z przeszłości. Dojrzały mężczyzna w średnim wieku poznał w niej dawną miłość. I uwierzyłby nawet w to, że Adeline jest córką jego wielkiej miłości, gdyby nie jeden mały szczegół na jej dłoni.
Szybkie rozstanie, krótki list i ucieczka. Znowu. Jednakże ona nie chciała już tak żyć. Żyć w kłamstwie. Kiedy zawraca z drogi, by o wszystkim powiedzieć kochanemu, znowu ulega wypadkowi…
I choć nie mogła żyć chwilą, namawiała wszystkich, by chłonęli każdy dzień, jakby miał być ostatnim. Okazuje się, że pięknie jest się starzeć. Starzeć z kimś bliskim, z przyjacielem.
Warto posiadać taką moc? Dla poznania świata, dla nauki, dla tego, by wiecznie zostać młodym?
Dar wieczności wobec miłości jest niczym. Nie ma nic gorszego, niż widzieć śmierć własnych dzieci, choć i bez takiego daru to się zdarza. Widzieć ukochanego i nie móc się z nim zestarzeć…
Miłość to największy dar i największa moc, którą ma każdy z nas.
Trochę bajka, jak każdy film, który warto obejrzeć, przy którym warto się zatrzymać.

udanej niedzieli, do nas słońce zawitało, czuję w powietrzu spacer

lena