Wpisy z tagiem ciekawa książka

Wieczór z książką. Katherine Arden „Zima czarownicy”

Są chwile, kiedy bezpowrotnie można przekroczyć granice i przedostać się do świata magii. Jedną z nich jest moment, kiedy czytasz dziecku do snu. Innym, kiedy czytasz sama sobie do snu trylogię baśniową, a zwłaszcza jej ostatni tom „Zima czarownicy”.

recenzja Zima czarownicy

Po spaleniu zamku Wasia zostaje osądzona przez Konstantego i gniewny lud o czary. Konstanty nawiązuje pakt z uwolnionym Niedźwiedziem. Wasia nie może, uwierzyć, że jedyną szansą na jej oswobodzenie było uwolnienie największego wroga. Dziewczyna nie poddaje się i próbuje odnaleźć Morozko. Dlatego przemierza nieznany dotąd świat. Gdy tymczasem demony próbują opanować miasto, ona odbywa niesamowitą podróż po niemierzonych dotąd lądach i poznaje własną historię.

W powieści rzeczywistość miesza się z fantazją, pojawia się mnóstwo stworzeń, które dziewczyna musi ocalić przed zapomnieniem. We wszystko wtrąca się Niedźwiedź, świadomy mocy Wasi, próbuje ją sobie zjednać.

Podróż przez Krainę Północy jest jak podróż wgłąb własnej duszy, poznanie siebie i w końcu wyjawienie własnych uczuć. Wasia okazuje się łącznikiem pomiędzy światem demonów a światem rzeczywistym.  Ciągle błądząc, próbuje stanąć między nimi, by w końcu zapanował spokój. Nie jest pewna, czy to możliwe. Walka z Niedźwiedziem okazuje się jedynie wstępem do prawdziwej bitwy. Wasia ma coraz więcej mocy. Od niej zależy czy nad nią zapanuje, czy popadnie w obłęd.

Ostatnia część powieści Katherine Arden przepełniona jest światem fantastycznym pełnym słowiańskich stworzeń. Wasia odważnie do niego wkracza. Bestie, zjawy i demony już się nie ukrywają. Dla miłośników magii i słowiańskich wierzeń.

Część pierwsza baśniowej trylogii znajduje się pod linkiem „Niedźwiedź i słowik”

Część druga baśniowej trylogii znajduje się pod linkiem „Dziewczyna z wieży”

 

lena

 

Sophie Anderson „Dom na kurzych łapach” magiczna książka dla młodego czytelnika

Magia rządzi się swoimi prawami. Wkraczając w jej świat pozostaje się w nim do samego końca. Bez względu na konsekwencje, bez względu na wiek. Choć przyjemnie znów móc się zatopić w fantastycznym świecie, to „Dom na kurzych łapach” przeznaczony jest raczej dla nastolatków.

Dom na kurzych łapach recenzja

Rozczytując się w powieści, chciałoby się zamieszkać w tak cudownym domu. Jednakże Marina – dwunastoletnia dziewczynka – marzy o normalnym domu i realnym świecie. Jak to zazwyczaj bywa, marzymy o tym, co nieosiągalne. Bohaterka spróbuje zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem i odnaleźć w nim to, co dobre.

Marinka mieszka razem z babcią – Babą Jagą w dość nietypowym domu. Przemierzają świat wzdłuż i wszerz, ponieważ Baba jest Strażniczką. Umożliwia umarłym przejście przez Bramę. O znaczeniu powierzonych im zadań, dziewczynka przekonuje się na własnej skórze.  Swoimi czynami doprowadza do zachwiania równowagi między światami. Przeznaczeniem Marinki jest bowiem objęcie stanowiska Baby, kiedy jej już zabraknie. Jednakże dziewczynka czuje, że nie jest do tego stworzona. Tęskni za światem żywych i pragnie poznać oblicza prawdziwej przyjaźni.

Poznając Benjamina dowiaduje się, że nawet wśród żywych ludzi można czuć się samotnym i odrzuconym. Zwłaszcza, kiedy tak mocno różni się od pozostałych. Za to krótka przyjaźń z Niną, umarłą dziewczynką, przynosi poważne konsekwencje. Choć początkowo wszystko pięknie się układa, to jednak zachwianie równowagi prowadzi do prawdziwej katastrofy. Od tej pory Marinka zmuszona jest poznać świat, który tak bardzo nienawidziła.

Gdy w końcu ma okazję pobyć wśród żywych, na własnej skórze przekonuje się, że dziewczynka, która mogłaby być jej przyjaciółką, tak bardzo się od niej różni i nie rozumie współczesnego świata, mimo że w nim żyje.

Dom na czterech łapach łączy w sobie 2 światy – świat żywych i świat umarłych. Choć kryje w sobie wielką Bramę, w której znajduje się straszna otchłań, potrafi być czuły i opiekuńczy.

Przykre jedynie jest to, że mimo usilnych prób nie zawsze można wszystko naprawić, a los i tak rządzi się swoimi prawami. Tak, jak to bywa w życiu. Przyjemna powieść dla młodego czytelnika o dążeniu do celu, poszukiwaniu własnej drogi i samotności. W tej książce nawet okładka wydaje się być magiczna.

 

lena

Łap szczęśliwe chwile. O tym, czego nauczył się Zmartwiozaur

Zanim podejmę  się jakiegokolwiek zadania, niejednokrotnie zastanawiam się, nad jego konsekwencjami. Szukam błędów, staram się je wyeliminować, zastanawiam się, co może się wydarzyć i czasami po prostu odpuszczam. Kiedy z córką przeczytałyśmy opowiadanie „Zmartwiozaur” Rachela Brighta i Chrisa Chattertona, stwierdziłam, że jest ono nie tylko dla dzieci.

Zmartwiozaur recenzja opowiadania dla dzieci

Tytułowy bohater Zmartwiozaur to przesympatyczny dinozaur, który lubi zaplanować swój dzień, by wyeliminować wszelkie niespodziewane wypadki. Daje mu to poczucie kontroli nad tym, co będzie robił. Jednakże zaczyna rozmyślać i pojawiają się obawy nad tym, co nieprzewidywalne. One zaś zmieniają się w panikę, która zaczyna działać destrukcyjnie na zaplanowane wcześniej zajęcia.

Bo skoro nie wiadomo, co może się wydarzyć, po co ryzykować?

Na szczęście, przy pomocy maminych słów pełnych dobroci i mądrości, odnajduje sposób na dręczące go myśli i furkoczące w brzuchu motyle.

 

U kogo mieszkają takie motyle, które wbrew pozorom nie symbolizują najpiękniejszego uczucia, ale powodują panikę i zatrzymanie się w realizacji jakichkolwiek przedsięwzięć?

Strach ma wielkie oczy.

Będzie dobrze.

Łap szczęśliwe chwile. 

To złote myśli, które proponuje autor naszym najmłodszym słuchaczom i nie tylko im.

Choć niejednego trapią „myśli nieciekawe”, które hamują i nie pozwalają działać, a plany zawsze mogą ulec zmianie, są rzeczy, których nie można przewidzieć, więc po co się martwić na zapas?

Wierszowana forma i piękne ilustracje uprzyjemniają czytanie młodym czytelnikom. Choć jest ona skierowana dla najmłodszych, to jednak sprawdzi się u każdego Zmartwiozaura:)

 

lena

 

Jojo Moyes „Światło w środku nocy”. Wieczór z książką

8 maja w kalendarzu widnieje jako Dzień Bibliotekarza i tym samym rozpoczyna Tydzień Bibliotek. Przedsięwzięcie to ma na celu promocję czytelnictwa. Ponad 80 lat temu kobiety w Stanach Zjednoczonych również zajmowały się szerzeniem czytelnictwa wśród społeczeństwa.”Światło w środku nocy” Jojo Moyes to powieść o konnych bibliotekarkach. Wbrew pozorom bardzo ciekawa.

światło w środku nocy recenzja powieściW 1935 r. w Stanach Zjednoczonych zaczęły powstawać konne biblioteki. W stanie Kentucky tego zadania podjęły się niesamowite kobiety. Każda z nich posiada inną osobowość i każda dźwiga swój bagaż doświadczeń. Mimo to udało im się pozostać sobą, stworzyć coś dobrego dla innych, a także znaleźć przyjaźń.

Wszystkie kobiety w powieści tworzą niesamowitą grupę. Walczą nie tylko o poprawę czytelnictwa wśród ubogich mieszkańców, ale również o swoje prawa.

Okazuje się, że nawet prawo do własnego zdania trudno jest wyegzekwować od męskiej części mieszkańców. To mężczyzna podejmuje najważniejsze decyzje i tylko on może cokolwiek zmienić. Kobieta całkowicie jest mu oddana. Za niesubordynacje bywa często karana. Bicie, okaleczanie, popychanie to tylko niektóre sposoby egzekwowania posłuszeństwa. I najważniejsza zasada: nikt nie może wtrącać się w relacje małżeńskie.

Małe miasteczko, w którym każdy pełni swoją rolę zmienia się pod wpływem kilku wspaniałych kobiet.

Alicja myśli, że wygrała los na loterii. Dlatego bez zastanowienia wyrusza w podróż życia do Ameryki, by tam się osiedlić z nowo poznanym Bennettem Van Cleve’em. Dopiero na miejscu okazuje się, jakim człowiekiem jest jej mąż, a właściwie komu jest podporządkowany. Poza tym Alicja cały czas uznawana jest za „tą nową”, która już na zawsze zostanie przybyszem z daleka. A angielski akcent wcale nie pomaga jej zniszczyć niewidzialnej granicy, jaka dzieli ją i mieszkańców miasteczka.

To dzięki Margery O’Hare udaje się stworzyć bibliotekę w mieście. W swoim życiu doświadczyła wielu cierpień. Wydaje się, że nie można jej zranić. Żyje w odosobnieniu i wbrew wszelkim zasadom panującym w miasteczku ona, jako kobieta, ma swoje zdanie i nie boi się go wyrazić.

Każda z bohaterek musiała przejść własną drogę, by odnaleźć siebie. Zarówno Alice jak i Margery oraz pozostałe kobiety. A wzajemne wsparcie pomogło im w tej drodze. „Światło w środku nocy” wabi i przyciąga, a historie każdej z bohaterek warte są uwagi.

 

lena

 

 

 

 

Eric-Emmanuel Schmitt „Felix i niewidzialne źródło” – wieczór z książką.

Można patrzeć, ale niekoniecznie widzieć. „Felix i niewidzialne źródło” to powieść o tym, co niewidoczne. To historia o ludziach, którzy widzą więcej, a także o poszukiwaniu siebie. Felix i niewidzialne źródło

Fatu jest niezwykle pozytywną osobą, choć skrywa w sobie wiele tajemnic. Stworzyła azyl bezpieczeństwa dla swojego dwunastoletniego syna. Oboje nawzajem troszczą się o siebie. Kobieta codziennie schodzi do swojej kawiarni. Stali klienci to nietuzinkowa grupa indywidualności. Dla kobiety to nie ma znaczenia. Potrafi ona również nazywać otaczające ją przedmioty i nadawać im duszę. Swoimi słowami czyni świat lepszym.

Seria niefortunnych wypadków powoduje, że codziennie uśmiechnięta Fatu zamyka się w sobie. Od tego momentu jej syn Felix przejmuje nad nimi opiekę. Początkowo depresyjne zachowanie oraz maniakalne wybielanie wszystkiego w otoczeniu nikomu nie przeszkadza. Dopóki kobieta nie próbuje zatruć potencjalnych klientów kawiarni.

Poczucie winy pociąga za sobą ogromne konsekwencje, w wyniku czego ukazują się najciemniejsze koszmary z przeszłości, którym bezwiednie poddaje się Fatu.

Fatu i Felix, po kilku nieudanych wizytach u lekarzy mniej bądź bardziej wykwalifikowanych, w końcu odbywają podróż w rodzinne rejony. Felix, choć nie ma najmniejszej chęci, musi się porozumieć ze swoim ojcem. Jego perfekcjonizm dobija go na każdym kroku, nie potrafi w nim znaleźć ani jednej wady. Jednakże nie sprzeciwia mu się tylko ze względu na mamę. Za to on w najważniejszym momencie pozwala małemu zadecydować o jej losie.

„Felix i niewidzialne źródło” to powieść o ludziach, którzy widzą więcej. To także poszukiwanie własnej drogi życia. Odmienność, która wbrew pozorom nigdy nie stanowiła problemu, pod wpływem silnych emocji, doprowadza do maniakalnych zachowań. Fatu uciekała nie tylko z rodzinnej wioski, ale również od mężczyzny swojego życia.  Powrót do korzeni w tym przypadku wydaje się nieodzowny.

W lutym opisałam m.in. „Odette i inne historie miłosne” tego autora 

lena

 

 

Mogę być w waszej paczce? O przynależności do grupy

Przynależność do danej grupy jest bardzo ważna. Tym bardziej, kiedy mówimy o grupach tworzących się w szkołach czy w klasie. Wobec tego, czy mogę być w waszej paczce?

Mogę być w waszej paczce - recenzja książki

Jest to prawie niewidoczny proces izolowania co niektórych, mniej odważnych, ale za to z dużą dozą nieśmiałości. Niektórzy z nich poddadzą się na samym początku…

I gdyby był to ktoś taki, jak kaczorek…

Początkowo chce dostosować się do odpowiedniej grupy. Ubiera ogromną lwią grzywę i próbuje groźnie ryczeć, by należeć do Klubu Lwów. Jego kwaczący ryk dyskwalifikuje go na samym starcie. Niestety to, że ma skrzydła i nogi również nie pozwala mu dostać się do Klubu Węży. Nie powiodło mu się również w Klubie Słoni, gdyż nie miał wystarczająco dobrej pamięci i nie umiał trąbić…

Jednakże kaczorek nie poddaje się. Jest zdesperowany i sam tworzy najlepszą z najlepszych grup: Klub Kaczki. Mimo świadomości swoich indywidualnych i niepowtarzalnych cech, nie przyjmuje tylko podobnych do siebie. Toteż wniosek o przynależenie do klubu wypisany przez  żółwia, królika czy inne zwierzątka zostaje również przyjęty. Tak powstaje najlepszy Nasz Klub.

Nieważne, czy masz wielką grzywę, umiesz syczeć lub twoją supermocą jest pamięć, która pomieści ogromne pokłady wiedzy. Każdego wyróżnia co innego i każdy może zostać twoim przyjacielem i ma prawo należeć do twojej paczki. Im wcześniej się o tym dowiesz, tym lepiej 🙂

O tym jest książeczka Johna Kelly’ego oraz Stepha Laberisa „Mogę być w waszej paczce?” przeznaczona dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym.

 

lena