Kategoria Bez kategorii

Wielkanoc u Marianny.

„Mimo że Wielki Tydzień poważny powinien mieć nastrój, który potęgują chłopcy biegający po wsi z drewnianymi klekotkami zastępującymi umilkłe na te dni dzwony kościelne, mnie jednak nie było smutno. Przyczyniła się do tego nadchodząca ciepła wiosna i przyjemne wspomnienie młodych lat…”

Pogoda nam sprzyja .W Niedzielę Palmową poszliśmy odświętnie ubrani do kościoła z własnoręcznie przygotowanymi palmami.

W Wielki Czwartek zamiast dzwonów rozbrzmiewał charakterystyczny stukot kołatek. Biegający po  wsi chłopcy obwieszczali wszystkim znak żałoby i zbliżający się najważniejszy dzień w roku…

Wbrew pozorom czas Wielkanocy jest radosny.

Pora wyzbyć się zimy i przegonić ją z najciemniejszych zakątków naszego domu. Dlatego też porządkujemy, układamy, wyrzucamy, by wraz z kurzem wygonić niechcianą już porę roku. Oczyszczanie naszego mieszkania to także oczyszczanie naszej głowy. Jeśli w domu będzie porządek, może i w naszym umyśle nastanie spokój?

W Wielką Sobotę szykujemy święcone. Do koszyka kładziemy: chleb, kołacz z białej mąki, jaja, wędzone mięso wieprzowe, kiełbasę, masło, ser… Przybrane zielenią koszyki zanosimy do święcenia.

Tymczasem w  salonie został przygotowany specjalny stół, na którym obok: wypieków, bab, indyka, prosięcia, pasztetów, kiełbas i szynek postawimy nasze święcone.

Jak co roku dzieci i młodzież zajmą się malowaniem pisanek wielkanocnych.

W niedzielę Wielkanocną, zanim zasiądziemy do śniadania, weźmiemy udział w rezurekcji, jak dawny zwyczaj każde…

Spisane na podstawie „Marianny i róży” Janiny Fedorowicz i Joanny Konopińskiej

Moi Drodzy, życzę Wam spokojnych Świąt Wielkanocnych. Jedynych w swoim rodzaju. Niech to będzie cudowny czas pełen wiary, nadziei i miłości.

 

lena

Oswoić znaczy stworzyć więzy – nasz pies.

„Oswoić znaczy stworzyć więzy”
I możecie mówić, że to tylko genetyczna niedoróbka. To żywe stworzenie, któremu też należy się miłość.

Długo dojrzewaliśmy do tej decyzji. Choć nasza prawie ośmioletnia córka wiedziała to od dawna. Wiedziała, że będzie kochać, zajmować się i wszystko zrobi, byleby rodzice wyrazili zgodę. Stajemy się odpowiedzialni za to, co oswoiliśmy.

Nie będę tutaj dawać rad na temat opieki. Uczę się razem z moimi dziećmi. Razem uczymy się bycia odpowiedzialnym za drugą istotę.

Nie jest łatwo. Chyba nikt z nas do końca nie zdawał sobie sprawy, jak to będzie wyglądało. Jestem przerażona, dzieciaki w euforii (jeszcze) i mała zlękniona istotka.

Czasami jest trudno, ale skoro ona sygnalizuje mi o 3 w nocy, że musi wyjść, to trzeba wyjść, chyba, że chce mieć niespodziankę rano na podłodze. Wspólnymi siłami dajemy radę.

Pewnie nie raz popełnimy błąd. Nikt nie jest idealny.

Widzę ich zaangażowanie. I ten, który pozornie prawie był na „nie” zajmuje się naszą psinką najwięcej i przytula, gdy nikt nie patrzy.

Wydaje mi się, że wcześniejsze rozmowy dużo dały, wspólne filmy „instruktażowe”, wspólnie podjęta decyzja, rodzinne głosowanie. Jestem z nich dumna.

A kiedy już się oswoimy „będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.”

lena

Legendy na spacerze, bajki tworzą się same.

– Przypomnij mi legendę…
– Którą?

– O topielicy.
– Jakiej?

– Tej z bagien.
– Z torfic?

– Przecież mówię.
– Znasz ją.
– Chcę ją usłyszeć jeszcze raz.

Dawno, dawno temu w dworku na wzgórzu, niedaleko stąd mieszkała pewna zamożna rodzina. Ojciec prowadził poważne interesy, a mama zajmowała się domem i doglądała pięknego różanego ogrodu. Bardzo mocno kochała te kwiaty i dlatego też, gdy narodziła im się córka nazwali ją Różą. Dziewczynka wyrosła na mądrą i piękną młodą kobietę. Pokochała ona wspaniałego człowieka, którego poznała, spacerując między torficami. Jechał w jej kierunku na białym koniu (jakżeby inaczej). 

 

Niestety, rodzice nie chcieli się zgodzić na ten ślub. Myśleli, że chłopak chce zabrać ich kochaną córkę daleko, do swojego zamku, gdzie zaznałaby smutku i tęsknoty. On jednak był bardzo wpatrzony w Różę i chciał z nią spędzać każdą chwilę, aż do końca swych dni.


Jednak młodzi zakochani umawiali się wieczorami przy torficy znajdującej się w dolinie. Spędzali długie godziny na rozmowach i tylko świt mógł ich rozdzielić. 


Niestety świadkiem jednego ze spotkań był pewien mężczyzna, któremu również zależało na dziewczynie, a przede wszystkim na jej majątku. Poszedł szybko do ojca Róży. Mimo próśb i gróźb dziewczyna nie mogła zrezygnować z miłości swego życia. Po raz ostatni umówiła się z kochanym, by tym razem uciec z nim do jego zamku. 


Była to najbardziej ponura noc. Księżyc i gwiazdy schowały się za chmurami. A łąki spowiła gęsta mgła. Dziewczyna długo błądziła, zanim odnalazła drogę. Jednakże nigdzie nie było ukochanego. Dopiero w oddali udało jej się dostrzec jakiś biały punkt. Myśląc, że to jej kochany zaczęła biec. Była pewna, że znajduje się na ścieżce. Niestety, wpadła do wody, a że nie umiała pływać, utonęła. 
Legenda głosi, że po dziś dzień dziewczyna błąka się między tymi torficami i nawołuje swojego ukochanego. Czasami udaje jej się nawet kogoś zwabić do wody. 


Nie wiadomo, co stało się z jej ukochanym, być może chodzi dzisiaj po lesie i również jej szuka, a może to ten człowiek, któremu zależało tylko na majątku dziewczyny, przekazał mu, że ona nie chce już go znać?


– Straszne to było, nie? A ta mgła to Mgielnik?

– Nie, to inna opowieść.

 

Bajki tworzą się same, kiedy tylko im na to pozwolimy. 


Poza tym wszystko to nasze wspólne wymysły. Bajki tworzą się same, kiedy spacerujemy lasem. Topielicę wymyśliłam, kiedy jeszcze Jagody nie było na świecie, pierwszą wersję opowiadałam synowi. Za każdym razem coś zmieniam. Jak to w legendzie.

 

– A w tej cegielni to kto mieszkał? Znasz legendę?
– Może …


Potrafimy tak bez końca. 

 

lena

Spacer po ogrodzie

Po deszczowym i mało przychylnym maju (deszcz w końcu był potrzebny) jego końcówka i czerwiec pokazały, czym są prawdziwe upalne dni. Przyroda od razu energicznie buchnęła paletą wszystkich kolorów tęczy, a rośliny, w tym i chwasty, zaczęły rosnąć w zastraszającym tempie.

Trawa, kwiaty, drzewa, w ogrodzie aż roi się od pracy.

W tym roku piwonie rozpoczęły piękny pokaz. Przez upalne dni szybko jednak porzuciły swoje płatki.

Chaber górski rozgościł się na dobre na skarpie i nie chce ustępować nikomu miejsca.

Po raz pierwszy zakwitł jaśmin, ale jestem zadowolona 🙂

Całkowicie zdeptana hortensja nie poddaje się. Teraz ją pilnuję. Niestety, nie upilnowałam róż. Za to jej pnąca odmiana kwitnie bez zarzutów.

W końcu też posadziłam pelargonie. Co roku zdobią nasze wejście do domu. Kiedy miałam już kupione kwiaty, przypomniałam sobie, że nie pomalowałam donicy. Sprawnie wszystko poszło i ze spokojem mogłam wziąć się za sadzenie.

Mam wrażenie, że to wszystko stało się w zaledwie tydzień, gdy zostaliśmy uziemieni w domu. Kiedy po raz pierwszy wyszliśmy, z niedowierzania otwieraliśmy oczy i dostrzegaliśmy zmiany, jakie zaszły w tak krótkim czasie. Wydaje nam się, że nic się nie dzieje, a tymczasem z dnia na dzień zmienia się wszystko, wystarczy tylko na chwilę się zatrzymać.

lena

Życzenia świąteczne

Witajcie,

Życzę Wam zdrowych, spokojnych i radosnych Świąt Wielkanocnych
 oraz jak najmilszych chwil w gronie najbliższych
lena
Pojawiam się i znikam 🙂

Niespodzianki nie tylko pogodowe

Witam serdecznie,

Coś ta pogoda nie chce nas rozpieszczać. Jednym podoba się śnieg, inni są jego przeciwnikami. Pogoda wyciągnęła za to język i pokazała, co potrafi. Skutkiem tego są oblodzone jezdnie, chodniki, rośliny… Przy najdelikatniejszym podmuchu wiatru słychać trzeszczenie gałęzi.Dziwny odgłos, taki przeszywający…

Autobus szkolny dzisiaj nie przyjechał, w gimnazjum odwołano lekcje. Co prawda w podstawówce odbywają się zajęcia, ale Mały został w domu. Biorąc pod uwagę moje zdolności i szczęście do jazdy w trudnych i zimowych warunkach, nie wzięłam na siebie tej odpowiedzialności i nie zawiozłam go do szkoły. Zabawy w wojsko, jeżdżenie czołgiem, tańce i zabawa w biuro mamy już za sobą. Teraz szykuję obiad, a para łobuziakow jeszcze pracuje przy „laptopach”. Tak na marginesie, to dojeżdżają do pracy na deskorolce:)
A na osłodę Brydzia zrobiła mi piękną niespodziankę. Nie ukrywam, że wzdychałam na jej blogu do tego, co dostałam:) Dziękuję bardzo!!!

Wieczorami nic robić nie mogę, od paru dni co chwilę wyłączają nam prąd i to zazwyczaj późną porą. Pozostaje nam:

Miłego dnia
Lena