Poszukiwacze skarbów na miejskiej plaży

Gra terenowa – wzbudza emocje nie tylko wśród dzieci. Nie wiem, jak u Was, ale ja pamiętam wyjazdy na biwaki, gry terenowe, podchody, błądzenie po lesie…

Moje dzieciaki również miały możliwość, by wziąć udział w czymś takim. Co prawda w mieście, blisko domu, ale to wystarczyło, by się dobrze bawić. Zorganizowaliśmy grę pt. „Poszukiwacze skarbów”. Do pomocy mieliśmy młodzież, która stała na punktach kontrolnych. Gra trwała 2 godziny. Dzieciaki zostały podzielone na 3 drużyny i w dziesięciominutowych odstępach czasu wyruszali w teren. Już na samym początku dostali list, w którym dowiedzieli się o misji.
Oto treść listu:

Witajcie Podróżnicy,

Jestem Aiko i mam 12 lat. Mieszkam w małej wiosce w zachodniej części Afryki.
Czy wiecie, że Afryka jest drugim pod względem wielkości kontynentem? Na jej terenie znajdują się aż 54 państwa.

Wiem również, że czekaliście na długie, ciepłe i letnie wieczory, kiedy to możecie w końcu bawić się na dworze. U nas tak jest niemalże przez cały rok. Dlatego nie możemy doczekać się pełni księżyca, podczas której to rozgrywają się najciekawsze mecze.
Pytacie, czy gramy w piłkę? Jasne, że tak. 
A znacie piosenkę o pięknej hienie? U was ta zabawa nazywa się chyba „Stary niedźwiedź mocno śpi”. 
Jak widzicie łączy nas sporo.
Piszę do Was, ponieważ potrzebuję waszej pomocy. Ostatniej nocy ktoś ukrył nasz skarb. Myślę, że wspólnymi siłami uda nam się jakoś go odzyskać. Dlatego dzisiaj zapraszam Was do mojego świata.

Przed Wami 4 spotkania z różnymi osobami. Tylko dzięki zaliczeniu poszczególnych zadań uda Wam się dotrzeć do skarbu.
Zatem w drogę, bo czasu jest niewiele.

Powodzenia
Aiko

Na poszczególnych punktach kontrolnych na uczestników czekali kolejno: Kali, Kleopatra, Szaman i Wódz.
Widziałam: chęć poznania nowego szyfru znanego tylko nielicznym i pierwsze próby pisania swojego imienia w tym dziwnym języku; precyzję i chęć zabawy podczas czyszczenia korytarzy piramid (czyt. slalom parami między drzewami na miotle z gałęzi); opanowanie podczas podchodzenia do szamana (jak najciszej, na palcach, w przeciwnym razie mógł się odwrócić i karcącym wzrokiem nakazać wykonanie zadania od nowa. Tej osobie, której udało się dotrzeć i chwycić go za ramię, zasłużyła na przyjęcie całej grupy), ale i takie podekscytowanie, że niektórzy postanowili biec, by być szybciej; wsłuchiwanie się z zamkniętymi oczami w ciszę nad brzegiem jeziora; odgadywanie odgłosów, zabawę podczas przeszukiwania piasków pustyni (czyt. piaskownicy) w celu znalezienia piłeczek i zaprezentowanie wymyślonej przez siebie piosenki. Uczestnicy zadbali także o choreografię, instrumenty muzyczne, a nawet stroje.

Skarb okazał się być bardzo blisko, wystarczyło się tylko rozejrzeć. I pozostało już tylko dzielenie się znalezionym łupem. Bo oczywiście wszystkim udało się przejść grę.

Scenariusz wymyśliłam sama. Inspiracją do stworzenia takiej gry była publikacja „Gry i zabawy afrykańskie” pod red. Marty Jackowskiej i Hanny Rubinkowskiej.

Nie wiem, czy dzieciaki wcześniej brały w czymś takim udział. Widziałam na ich twarzach różne reakcje, a przede wszystkim stuprocentowe zaangażowanie.  I również dobrze się bawiłam, nawet po tej drugiej stronie. 

lena

Dodaj Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.